To tylko kolejna komedia romantyczna
Podobno twórcy filmu „To tylko sex” są bardzo zawiedzeni słabymi wynikami finansowymi swojego dzieła. Właściwie trudno się dziwić, bo do filmu zaproszono gwiazdorską obsadę, a komedia romantyczna, typ który „To tylko sex” reprezentuje, przeżywa ostatnio drugą młodość. A jednak nieudało się.
Słabe wyniki komercyjne bardzo łatwo wytłumaczyć. Termin premiery jest zadziwiająco nieprzemyślany. Komedia o przyjaciołach, którzy postanowili bez emocji zabrać się za sex nie jest niczym nowym, ostatnio to wręcz temat oklepany. Najpierw zaserwowano nam historię o parze, która przez sex postanawia zatuszować swoje obawy, co do prawdziwego związku w „Miłość i inne używki”. Natomiast „Sex story” z Portman i Kutcherem wydaje się być wręcz pierwowzorem filmu „To tylko sex”. Pojawia się więc pytanie, po co znowu serwować to samo.

Zacznijmy od głównej pary aktorów. Justin Timberlake przekonał mnie do siebie jako aktora (bo muzykiem jest dla mnie jednym z najlepszych na obecnej scenie piosenkarzy już od dawna) po swoim wyjątkowo udanym występie w „The Social Network”. Tu niestety wyszło dużo gorzej. Timberlake daje się zaakceptować jedynie wtedy, kiedy nie próbuje być śmieszny. A w komedii to dosyć spory problem. Okazuje się, że nawet w komedii romantycznej występ nie jest taki łatwy. Na szczęście Justinowi partneruje Mila Kunis. Aktorka, która jeszcze parę miesięcy temu błyszczała w „Czarnym łabędziu” pokazała zdolności komiczne. Poza tym jest urodziwą dziewczyną cieszącą męskie oczy.

Całkiem niegłupi pomysł został kiepsko wykonany, co spowodowało przeciętną, klasyczną komedią romantyczną, czyli dużo wazeliny a mało żartu. Ani specjalnie romantycznie, ani specjalnie śmiesznie. Wymówką też nie może być tłumaczenie, że tak już jest z komediami romantycznymi, bo i ten typ kina nie raz potrafił pozytywnie zaskoczyć. Niestety nie tym razem.
- Łukasz Kowalski