Skandynawski Heros walczy o dobro na Ziemi
Każdy mały chłopiec marzy o to by być superbohaterem. Ja nie byłem wyjątkiem i chciałem być jak Batman. Dziś wiem, że gdybym wtedy poznał Thora, to właśnie on, mitologiczny bóg skandynawski byłby moim faworytem. W końcu tylko on miał miecz.

Historia jest trochę banalna i oczywista. Scenariusz w niektórych momentach faktycznie kuleje. Ognisty romans wydaje się wybuchnąć zbyt szybko. Trudno uwierzyć w to, że inteligentna Jane ot tak zakochuje się w grubiańskim Thorze. Przemiana głównego bohatera z grubiańskiego i porywczego młodzieńca wydaje się za szybka i nie do końca zrozumiała. Tempo spowalnia niestety w środkowej części filmu. Widać, że reżyserowi zależało na tym by film, który jest oczywistym kandydatem na kasowy przebój nie był zbyt długi.

Bardzo dobrym zabiegiem było powierzenie głównej roli Chrisowi Hemsworthowi. Spełnia wszelkie warunki jakie Thor posiadać powinien, zarówno fizyczne jak i osobowościowe. Kolejnym świetnym wyborem był Toma Hiddleston w roli „gorszego” brata Lokiego. Natalie Portman również dobrze wypada w swojej roli. Znowu udowadnia, że umie znaleźć się w roli w wielkim przeboju kinowym równie dobrze jak w ambitnym repertuarze, za który ją uwielbiamy. W komediowej roli sprawdza się Kat Dennings. Rozluźnia atmosferę, a każda jej kwestia jest naprawdę zabawna. Na koniec dodam tylko, że soundtrack Patricka Doyle’a jest bardzo dobrze skomponowaną ścieżką dźwiękową.
- Łukasz Kowalski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz